Może kiedyś, dawno dawno, myślałam o nas jak o jedynych istotach żyjących na ziemi. Potrafiłam dostrzec pustkę, światła gasły, dźwięki cichły pod naszym rozkazem. Milczałeś, tak długo pozostawiłeś mnie bez odpowiedzi, że zaczęłam usychać… Ale żyłam. Żyłam nadzieją zastygłą we mnie, żyłam kim innym, z wiarą, że Ty kiedyś wrócisz, że wytłumaczysz mi to wszystko, czemu odszedłeś, tak cicho, tak bez słowa.
Zniknąłeś z mojej pustki zabierając ze sobą słodką melodię własnego głosu, swój ból i rozterki. Zabrałeś mi siebie, brutalnie, z okrutnym słowem wyjaśnienia.
Odszedłeś.
Stanęłam w ciemnej pustce, a świat dalej się kręcił, dźwięki zaczęły zwiększać swoją głośność, otoczenie nabierało barw, zapachów, kształtów… Zasłaniało mi Ciebie, zapomniałam.
Jednak Ty wiedziałeś kiedy mi o sobie przypomnieć. Wróciłeś jak pies z podkulonym ogonem, bo u innej Ci nie wyszło, choć ja inaczej Cię odbierałam, bo tak chciałam. Bo nie pragnęłam widzieć Cię w swych oczach jako dzieciaka, który nie wie co chce, jako głupiego gówniarza, którym inni Cię nazywali.
Wtedy, jak i teraz, nie wierzyłam w ani jedno Twoje tłumaczenie, nie chciałam wybaczyć… Wybaczyłam. I nagle znów świat się zatrzymał, światła zgasły, kształty zniknęły. Widziałam Ciebie i tylko Tobą żyć chciałam. Na zawsze, tylko Ty i Ja, tylko my razem. Na zawsze, bo przecież nigdy mnie nie zostawisz… Czyż nie tak mówiłeś? Pamiętam to jak dziś, zupełnie jakbyśmy jeszcze wczoraj rozmawiali, a przecież nie rozmawiamy od tygodni.Nie masz na to ochoty?
Bo lubiłeś do mnie mówić, ale nagle przestałeś?
Ponieważ nie chcesz? Nie możesz?
Dlatego, że obietnice straciły ważność?
Powiedz mi, co się w nas zmieniło? Co zmieniło się w Tobie?
Ukradłeś mi serce, ukradłeś mi marzenia, ukradłeś własne obietnice składane na moim ciele… Czego jeszcze chcesz ode mnie? Bym wróciła? Wróciłabym, na każde Twe zawołanie. Bo bez Ciebie jestem pustką, bo bez Ciebie nie mam życia… Bez Ciebie jestem ślepa, głucha, niema… Zabrałeś mi siebie, zabrałeś mi mnie samą. Zabrałeś wszystko.
Żyję Tobą, wiesz o tym, a jeśli nie… Proszę, usłysz mój płacz w strumieniach pustki własnego pokoju. Usłysz go, bo mowę straciłam wraz z Tobą i tylko to mi pozostało…
Mój swiat sypie sie jak stłuczone lustro..teraz jestem jak popękane lustro…czekam aż ktoś uderzy po raz ostatni pozwalając mi się rozpaśc na miliony częsci.