Archiwa z Listopad, 2009

Chi no ato-krwawe ślady….

 

Bezsilna....

 

Dzisiejszy dzień jest totalną porażką.Jestem zdenerwowana, zła i nie mogę znaleźć sobie miejsca chociaż mam leżeć i odpoczywać.Wiele rzeczy wydaje mi się niemożliwych a jednak jestem skora w nie uwierzyć po tym co się dzieje.Nie chce nic popsuć…nie chce zepsuć czyjegoś życia swoją głupotą.Boje się.Jutrzejszy dzień mnie przeraża.Tak wiele od niego zależy.Tak wiele może się zmienić.Meczą mnie plamienia, niepokoją i za razem wydają się tak znajome.Uczucie déjà vu towarzyszy mi za każdym razem kiedy wiem że coś jest z moim organizmem nie tak.Krew, krew, krew….wszędzie krew.Czuje się samotna…chociaż tyle osób jest teraz wokół mnie.Nie wiem co zrobię jutro.Nie chce Ci niszczyć życia Kochanie, nie chce psuć Ci szczęścia…zrobię wszystko by było dobrze.

 

Futatsu no kodou maru de awase kagami no you ni
Niteru /keredo/ chigau /itami/ mugen ni tsuzuite iku!!

Bicia dwóch serc to dokładnie to samo co dwa lustra stojące naprzeciw siebie;
Ich ból jest podobny a jednak inny, trwa wiecznie!! 

Shiroi gaun- biała suknia zapowiada zmiany na lepsze.

 

Sen...

 

Dzisiaj czuje się lepiej.Wyspałam sie i nawet się uśmiechnełam po otworzeniu ocząt.Sny towarzyszyły mi przez całą noc.Piękna biała suknia którą nosiłam na balu w jakimś pałacu wryła mi się w pamięć, kiedy zamykam oczy widzę najdrobniejszy szczegół.Ehhh…Czas wziąć się za posprzątanie rezydencji i pouczyć się trochę na poniedziałek.Mam nadzieje że dzień spędzę miło.Może uda mi sie spotkać z Tobą.Wczoraj rozmawialiśmy.Jednak ja muszę się z Tobą zobaczyć.Musze porozmawiać…to wszystko nie jest tak jak mówiliśmy.To nie jest to o co walczyłeś tyle czasu.Wybacz mi że zerwałam wtedy kontakt-to dla Naszego dobra.Tobie się poszczęściło.Nie cieszy Cię to Kochanie? Ty widzisz tylko to, że zostawiłam Cię cierpiącego i to jak Cie potraktowałam nie odbierając.Skarbie nawet nie wiesz jak moje serce krwawiło kiedy patrzyłam na wyświetlacz widząc Twój numer telefonu.Zaciskałam pieści, zamykałam oczy i wychodziłam z pokoju.Miałam okropną ochotę usłyszeć Twój głos.Jednak wtedy nie poznałbyś jej…nie był byś szczęśliwy.Powiedziałam Ci…zrobię wszystko byś był zadowolony z życia…by Cie satysfakcjonowało.Nawet jeśli będę musiała pogrążyć siebie-zrobię to…zrobię to dla Ciebie.Nawet nie wiesz do jakich poświęceń jestem gotowa.Moje uczucie jest nieśmiertelne.Przeraża mnie to co dzieje sie w moim sercu kiedy o Tobie mysle.To jest tak niewyobrażalne.Nigdy nie sądziłam że uczucie potrafi być tak mocne.Kochanie usłysz nieme wołanie mojego serca o przyjaźń i bliskość.Tego bym pragnęła.Byc obok Ciebie.Móc Cię podtrzymać gdy upadasz.Podać dłoń gdy tego potrzebujesz.Od tego jestem M. Dla tego żyje.

 

"Pójdę za Tobą wszędzie, aż do samego końca.Nawet jesli stracisz swoje ciało nie opuszczę Twego boku.Pójdę za Tobą nawet do głębin piekła!"

(Sebastian Michaelis-Kuroshitsuji)

 

Taikutsu na Shūmatsu- oznacza nudny weekend….

 

Piątek….pierwszy dzień weekendu bez perspektyw.Miałam tyle myśli, tyle planów, że plątały się w mojej głowie jak czarny motek wełny.Teraz mam pustkę…zupełna.Moja Kate wyjechała na te trzy dni, Paula pewnie ma już plany….reszta ekipy chora =.= więc zostaje mi dobra książka, mnóstwo wspomnień i rozmyślań które będą tylko szarpały moją dusze na strzępy.Dzisiaj kolejne badania i włóczenie się bez celu.Po domu chodzę jak zjawa zaszczycając czasem rodziców swoją obecnością.Pies boi się mnie odstąpić na krok.Czuje, że coś jest nie tak.Kiedy przychodzi moment, że zaraz się rozpłacze sunia przybiega liżąc mnie po łapce i starając się zwrócić na siebie moją uwagę.Stara się bym zajęła myśli czymś innym.Dzisiaj sprzątając pokój znalazłam puzzle.Zawsze to jakieś zajęcie…a uwielbiam układanki.Jednak ostatnie pudełko było moim prezentem Walentynkowym.Przetarłam zakurzony obraz galopującego tabunu koni by po chwili moje łzy odznaczyły się na resztkach kurzu.

 

"Będziemy je Kochanie układali co roku w walentynki…ciekawe kiedy je skończymy…"

W uszach nadal dźwięczy mi Twój śmiech i widzę to roziskrzone spojrzenie.Nadal czuje smak tamtego walentynkowego pocałunku.Otworzyłam pudełko,wysypałam elementy na dywan i zapatrzyłam się w ten mętlik.Czy tak wygląda teraz moje życie?Mieliśmy je układać razem Kochanie.Brałam po kolei w palce poszczególne elementy…Porządkowałam je i grupowałam.Zaczęłam układać.W moich myślach przewijały się wspomnienia z tamtych dni…Szło mi dość sprawnie…chociaż nie bawiło mnie to gdyż byłam sama.Przed oczyma stanęło mi wspomnienie tamtego wieczoru kiedy znaleźliśmy jakąś układankę z Twojego dzieciństwa…z Toy Story…układaliśmy ją na dywanie,tuz pod oknem,spokojnie dobieraliśmy swoje elementy.Jednak układance brakowało elementu i nie dokończyliśmy jej.Czy z nami było identycznie?Czy zabrakło nam jakiegoś elementu więc rozwaliliśmy swoja układankę i wyrzuciliśmy ją bo była niekompletna?A może któreś z nas odnalazło brakujący element?Jednak wtedy trzeba zacząć układać od nowa bo wszystko zniszczyliśmy.Elementy były mokre od moich łez kiedy wkładałam je z powrotem do opakowania i odłożyłam na półkę.Może kiedyś przyjdą takie walentynki w których staniesz w moich drzwiach i zapytasz czy ułożymy ją razem.Tak mocno w to wierze!

 

 Cóż za różnica, ile posiadasz? Czyż nie ważniejsze, ile ci brakuje?

 

Kanashimi- znaczy smutek…

 

 

Dzisiejszy dzień jest dziwny.Pusty i jakby pozbawiony sensu.Chodzę jak w transie.Wiem, że muszę się pozbierać, wziąć w garść.Dzisiaj zaraz po przebudzeniu płakałam przez kilkanaście minut.Nie mogłam znaleźć sobie miejsca kręciłam się bez celu.Poruszałam się jak dziecko we mgle.A teraz….zacinam się zapatrując w jeden punkt a łzy płyną same, bez wyraźnego powodu.Głupia jestem….rozum się pogodził ze wszystkim ale serce krwawi coraz bardziej, z dnia na dzień.Nie wiem co się dzieje.Pomocy…błagam nie zostawiajcie mnie teraz w samotności…to takie meczące.Nie mam nawet weny na notatkę…wybaczcie.

 

Kiedy jesteś nieszczęsliwy, szukasz kogoś, kto jest w gorszym położeniu niż Ty…

Sonshitsu-znaczy strata…

I

I jestem.Przeżyłam dzisiejszy dzień.Było okropnie ciężko.Nie mam siły…ani fizycznej ani psychicznej by opisać co się stało.Powiem tylko nie jest mi lekko a słowa "nigdy" przybrały wielkiego znaczenia.Bezsilna, bez wiary, bez życia.W środku jestem uschnięta roślinka,która dopiero co zaczynała wyciągać swe listki ku życiodajnemu słońcu.Wszystko stracone.Pana słowa…godziły młodzieńcze serce dogłębnie i zabiły ostatnią iskierkę nadziei która została w czeluściach mojej pogrążającej sie duszy na to że będzie dobrze.Pan zabił marzenia młodej dziewczyny o szczęściu.Pan zabił moją przyszłość.A ja widziałam pana po raz pierwszy…polecany przez innych…nazywany przyjaznym i miłym dla mnie jest pan posłannikiem śmierci i złej nowiny.Nienawidzę Pana, nienawidzę Pańskiego głosu chociaż wydawał się taki ciepły.Lecz słowa uderzały we mnie jak lodowe igły.Słuchałam, siedząc na przeciwko przy pana biurku i słysząc pana jak zza szyby.Słowa odbijały sie echem w mojej głowie. "Nigdy się nie uda", "Nigdy nie będzie pani miała tak jak dawniej.Wszystko trzeba powtórzyć za kilka miesięcy.Jest pani w III grupie ryzyka.To gorzej niż półtora miesiąca temu."
Nie słuchałam, nie chciałam. "Zostaje Pani?" Nie…chce do domu…do swojego azylu.Tutaj jestem sama.Nikt mnie nie nachodzi.Płacze w samotności.
Dzisiaj słyszałam Twój głos Kochany….uspokajający i podnoszący na duchu.Moje serce uspokajało się kiedy mówiłeś…było dobrze…az do zdania…."Wiesz przecież że wiara góry przenosi.." wtedy posypało się jak układanka którą skrzętnie układałam całą rozmowę.Nie mam już wiary M. Nie mam wiary w ludzi…nie mam wiary w siebie…w Ciebie…w nic nie wierze i na nic nie mam nadziei.Sam powiedziałeś, że jak się ma nadzieje to można się tylko rozczarować.I błagam…nie powtarzaj że będzie dobrze….dla mnie może być tylko znośnie…nienawidzę siebie za to do czego doprowadziłam z Nami…ze sobą…Przepraszam Cię za wszystkie złe wspomnienia związane ze mną…Bo ja pamiętam tylko te dobre…

Powrót do góry