samotność

 

Witajcie.

Przez ten miesiąc tyle się wydarzyło, mój świat zachwiał się tyle razy. Moje fundamenty są popękane a ja jako budowniczy swojego życia na siłe staram się zasklepić pęknięcia.Moja wiara schowała się w czeluściach mojego serduszka i tli się spokojnym płomieniem tylko mi znanym.Mój Ukochany znalazł szczęście swojego życia.W pierwszej chwili kiedy dowiedziałam się o tym opadłam z sił.Usiadłam załamując ręce i zapatrując się tępo przed siebie.Słyszałam w słuchawce uspokajający Ukochany głos…głos który nie będzie szeptał już do mnie słów ukojenia gdy moje życie stanie się nie do zniesienia.Są szczęśliwi…on się uśmiecha…moje serce jest szczęśliwe kiedy wiem że ułożył swoje sprawy.Jednak z dnia na dzień myśl o utracie wdziera się coraz wyraźniej, ale jest mu dobrze…Nie mogę się wtrącić czy przeszkodzić…to ich życie.Ich wspólne.Nie ma dla mnie miejsca w ich szczęściu.Moge patrzeć z boku i w głębi duszy kibicować by się układało.Tego dla niego chce…szczęścia
Cięzko mi się żyje….poranki są ciężkie..kiedy otwieram oczy uświadamiając sobie że czeka mnie kolejny dzień.Po snach w których przewijają się sceny wyciskające mi łzy nawet przez sen cięzko siada się na łóżku i patrzy się na budzący się świat…ale trochę ruchu, śniadanie..pare mysli i wbijam się w rytm dnia starając się o tym nie myśleć.Jednak przychodzi moment w którym przystaje w tym wyścigu i wtedy znów wszystko wraca a ja muszę zacisnąć zęby by się nie rozklejać.Wraca wspomnienie snu..wraca wwiercająca się myśl że oni sa teraz razem…wtedy wiem że musze się zatrzymać..pozbierać w sobie i ruszyć sobie dalej.Staram się nie siedzieć sama.Ktoś zawsze jest obok..przyjaciółka, mama, kuzyn…ale kiedy kładę się do łóżka i czekam aż przyjdą męczące sny puszczam tamę swoich emocji i pozwalam łzom płynąć niezahamowanie do momentu w którym moje ciało znajdzie ukojenie i otuli mnie sen.I tak w kołko…sa momenty w których na mojej twarzy przez kilka godzin gości uśmiech,ale wiem że przyjdzie moment w którym moje usta zacisną się w cienką linie a oczy zabłysną łzami..staram się unikać tych sytuacji.Niestety nie zawsze się da…masa wspomnień związana z masą różnych miejsc dopada mnie jak orzeł swoją ofiarę i przydusza do ziemi tak że czasem ciężko mi sie wyrwać by żyć dalej bez świadomości swojej samotności.Jestem sama w tłumie otaczających mnie osób…żyje…życie z dnia na dzien wydaje się być lepsze ale może to tylko miłość w sercu napędza mnie do przodu.Chce byc obok niego…chce wyciągnąć dłoń kiedy będzie mu potrzebna-chociaż w głębi serca wiem że jej nie przyjmie, Chce patrzeć jak mu się powodzi i cieszyć jego radością, kazdym uśmiechem.Szkoda tylko że…on zapomniał o tym że ja także czekam na to by zadzwonił i zapytał czy nie potrzebuje pomocy lub wsparcia..a przez najbliższy tydzień będę potrzebowała go naprawdę wiele.Wiem że osoba na której polegam całym swoim istnieniem -przyjaciółka- nie może mi dać tego co utrzyma mnie w pionie.
Kowai….kowai…