(Moje nogi,mój głos…)

No więc jestem 😉 wstałam, żyje i jest ok…no może nie do końca ze wszystkim ale będę żyć.Nogi musiały mi się skrócić o dobre parę centymetrów bo wracałam do domu z buta…udało mi się złapać stopa ale tylko kawałeczek.Co do komunikacji z innymi dzisiaj posłuży mi gadu gadu, smsy i kartka papieru z długopisem.Nie mówię.Po wczorajszym usiłowaniu porozumiewania się w środku koncertu z kumplem i zimnym piwem zajechałam gardło na maksa.Kacyk się mnie nie ima bo i nie ma po czym.Miło spędziłam wieczór muszę przyznać…kumpla poznałam z tej lepszej strony której się nie spodziewałam xD a jednak.Mimo wszystko siedząc wczoraj w pubie pełnym ludzi przy muzyce która utrudniała rozmowy słyszałam moje natarczywe myśli o Nim.Wspominałam, w głębi duszy płakałam uśmiechając się do kumpla przed sobą, witając się ze znajomymi i nieznajomymi którzy wyciągali dłonie o_O czuje się jak lalka albo jak aktor na scenie.Przywdziewam maskę uśmiechu ukrywając to co czuje naprawdę.Makijaż jak zawsze zaciera ślady moich łez.Nieodzowny papieros,który uspokaja skołatane nerwy.Siedziałam tam słuchając wrzawy dookoła mnie a czułam się sama.Niepotrzebna i tak jakbym zawadzała każdemu kto mnie mijał.To nie było przyjemne uczucie.Przyszło mi żyć w tłumie ludzi z uczuciem wyobcowania i bierności.Nie mam już tej ikry co kiedyś, tej beztroski która sprawiała że mój świat miał trochę żywsze kolory.Teraz moje życie jest monotonne jak jazda pociągiem.Jest cel, są szyny wiec jedziemy…ale nie zatrzymuje się już na żadnych stacjach…bo mnie to nie cieszy.Chce dotrzeć do celu który sobie wytyczyłam kilka lat temu.Nie potrzebna mi miłość…bo każdy depcze moje uczucia.Kocham…ale nie jestem kochana…jednak moja miłość nie zwiędnie nigdy bo pielęgnuje ja w moim małym serduchu skrycie i tylko dla siebie.