Piątek….pierwszy dzień weekendu bez perspektyw.Miałam tyle myśli, tyle planów, że plątały się w mojej głowie jak czarny motek wełny.Teraz mam pustkę…zupełna.Moja Kate wyjechała na te trzy dni, Paula pewnie ma już plany….reszta ekipy chora =.= więc zostaje mi dobra książka, mnóstwo wspomnień i rozmyślań które będą tylko szarpały moją dusze na strzępy.Dzisiaj kolejne badania i włóczenie się bez celu.Po domu chodzę jak zjawa zaszczycając czasem rodziców swoją obecnością.Pies boi się mnie odstąpić na krok.Czuje, że coś jest nie tak.Kiedy przychodzi moment, że zaraz się rozpłacze sunia przybiega liżąc mnie po łapce i starając się zwrócić na siebie moją uwagę.Stara się bym zajęła myśli czymś innym.Dzisiaj sprzątając pokój znalazłam puzzle.Zawsze to jakieś zajęcie…a uwielbiam układanki.Jednak ostatnie pudełko było moim prezentem Walentynkowym.Przetarłam zakurzony obraz galopującego tabunu koni by po chwili moje łzy odznaczyły się na resztkach kurzu.

 

"Będziemy je Kochanie układali co roku w walentynki…ciekawe kiedy je skończymy…"

W uszach nadal dźwięczy mi Twój śmiech i widzę to roziskrzone spojrzenie.Nadal czuje smak tamtego walentynkowego pocałunku.Otworzyłam pudełko,wysypałam elementy na dywan i zapatrzyłam się w ten mętlik.Czy tak wygląda teraz moje życie?Mieliśmy je układać razem Kochanie.Brałam po kolei w palce poszczególne elementy…Porządkowałam je i grupowałam.Zaczęłam układać.W moich myślach przewijały się wspomnienia z tamtych dni…Szło mi dość sprawnie…chociaż nie bawiło mnie to gdyż byłam sama.Przed oczyma stanęło mi wspomnienie tamtego wieczoru kiedy znaleźliśmy jakąś układankę z Twojego dzieciństwa…z Toy Story…układaliśmy ją na dywanie,tuz pod oknem,spokojnie dobieraliśmy swoje elementy.Jednak układance brakowało elementu i nie dokończyliśmy jej.Czy z nami było identycznie?Czy zabrakło nam jakiegoś elementu więc rozwaliliśmy swoja układankę i wyrzuciliśmy ją bo była niekompletna?A może któreś z nas odnalazło brakujący element?Jednak wtedy trzeba zacząć układać od nowa bo wszystko zniszczyliśmy.Elementy były mokre od moich łez kiedy wkładałam je z powrotem do opakowania i odłożyłam na półkę.Może kiedyś przyjdą takie walentynki w których staniesz w moich drzwiach i zapytasz czy ułożymy ją razem.Tak mocno w to wierze!

 

 Cóż za różnica, ile posiadasz? Czyż nie ważniejsze, ile ci brakuje?