Witam po dłuższej nieobecności.Egzaminy, poszukiwanie pracy, dom, znajomi.Wszystko pochłaniało większość mojego czasu na tyle skutecznie, że nie miałam głowy na pisanie jakiejkolwiek notatki.Wyrzucenie przeszłości z myśli też zajmowało większość wieczorów kiedy to przy kieliszku wina najchętniej wyrwałabym sobie serce i cisnęła nim o ścianę.Nie byłam sama, a jednak czułam się samotna.Otoczona przez ludzi którym mogę zaufać bezgranicznie, przez osoby które mnie nie zdradzą, które z czystym sumieniem nazywam przyjaciółmi, braćmi…siostrami.Ludzi, których kocham za to, że istnieją w moim niepoukładanym świecie i pomagają przywrócić w nim porządek.
Jakiś czas temu w moje puste progi zawitało serce na sile wciskające się w moje myśli, mamiące mnie czułymi słówkami, komplementami i zapewnieniami.Widywaliśmy się rzadko gdyż dzieli nas niemała odległość. Smsy, maile, rozmowy na komunikatorach….zasypywanie czułymi emotikonami, wysyłanie słodkich słówek.Mimo oporów jakie czuje przed mężczyznami zgodziłam się spróbować.A czemu nie…co może pójść nie tak,poznajemy się..nie spasuje- znikniemy ze swojego życia.I bach..kompilacje…Ka pokochała…nie…nie pokochała…Ka zafascynowała się osobą na która wcześniej nigdy nie zwróciłaby uwagi.Nie moja liga, za wysokie progi.Myślę o nim w kółko i non stop…można powiedzieć, że "kocham" osobę która sama sobie stwarzam…bo "kocham" tego osobnika z głowy…z moich myśli i marzeń.Kiedy sie spotykamy nie jest już tak kolorowo.Nie wiem..może mam jakieś skrzywienie?Bubel fabryczny?Może mnie powinno sie zutylizować już wieki temu a nie trzymać na próbę i sprawdzić czy poradzę sobie w życiu.W życiu jakoś sobie radze…z nauką, karierą, przyjaźniami.Ale co do cholery z miłością nie tak?Może ja z oczami mam coś nie tego?Może serce do przeszczepu?Może miewam zaćmienia w tej sferze mózgu która odpowiada ze miłość?
Chciałabym za jakiś czas powiedzieć, że jestem w pełni szczęśliwa, bo teraz brakuje mi tej cholernej kobiecej stabilizacji o którą każda z nas walczy.Mamy to jak wrodzony zwierzęcy instynkt.
Znaleźć mężczyzna, zdobyć mężczyzna, stworzyć dom, kobieta szczęśliwe o.O
Nie wiem gdzie ja mam zaburzenia…może już na samym starcie? Nie wiem czy szukam faceta do stworzenia domu..Cóż osobiście uważam, że jest jeszcze czas na takie decyzje, jednak rodzinna "Rada Starszych" siadła na mnie i skacze dociskając mnie do ziemi zdaniami typ:
"Taka panna i nadal sama, kawalera Ci trzeba młoda damo a nie jakiegos mieśniaczka do seksu" ,
"A kiedy Ty nam przedstawisz jakiegoś mężczyznę..same koleżanki i koleżanki..zaczynam się martwić"…

No ludzie…czy na tym musi opierać się każde rodzinne spotkanie?Na tym że Ka jest nadal singlem….
Właśnie..singlem..mam faceta a jednak nadal uważam się za samotnika.Wszystko jest moje, dla mnie, ja…nie nasze, dla nas, My…
Mam jakieś dziwne podejście do tego wszystkiego…szczególnie przez ostatnie dni kiedy to czekając na smsa jak młódka zapatruje się w ten telefon godzinami.
"Stało się coś?"
"Samolot rozbity?
"Znudziłam się, może?"
"Może znalazł nowa, lepszą?"

Takich pytań są tysiące, moje myśli kotłują się jak ciepło w piecu hutniczym nie zawsze znajdując ujście.Jeszcze trochę i wybuchnę z przegrzania systemu o.O

Powiedz mi S. co Ty we mnie widziałeś…czy pociąga Cie tylko moje nowatorskie podejście do przedstawionej mi sprawy?Czy to, że zgodziłam się na Twoje propozycje jest kartą przetargową?Ja chce być kochana, zrozum to..jak każda szanująca się kobieta chce czuć się pożądana, chce czuc że ktoś się o mnie troszczy i przejmuje się moimi problemami a nie kwituje je krótkim "aha".
Jak tak dalej pójdzie zwariuje..błagam…uśpijcie mnie =.=

Czuję, że sama sobie tego nie zmyśliłam,
Kolejnej z dróg, szukając znów
Czuję jak w moim sercu rodzi się nadzieja,
Gdy biegnę już, kolejną z dróg.